poniedziałek, 11 marca 2013

zagłówkowa trauma

Taaaaaak. Wracam do mojego ulubionego (ostatnio) tematu zagłówka. Trauma to była straszliwa. Po pierwsze dlatego, że kupiłam zły materiał. Nauczka na przyszłość: tkanina, której chcemy użyć musi być GRUBA i SZTYWNA. Problem numer 2: taśma klejąca (nawet zbrojona) NIE SPRAWDZI się za cholerę. Jedyne, co polecam to zszywacz tapicerski - ja swój kupiłam za 40 zł w komplecie z 92 zszywkami. Nie mam pojęcia, dlaczego zszywek było akurat 92 a nie np. 100 (co wydaje sie wyborem znacznie logiczniejszym). Ważne, że wystarczyło.
Sama robota nie jest trudna - nigdy nie byłam dobra w pracach ręcznych i zawsze miałam dwóję z techniki (raaaany, kiedy to było...) a mi się udało. Pe. bardzo mi pomógł, bo na cztery ręcę praca była zdecydowanie lżejsza.
A wyglądało to tak:

1. Zagłówek z IKEA - nie bardzo mi sie podobał efekt na ścianie. Za to zachwyciłam się tapicerowanymi zagłówkami - sprawiają, że wnętrze jest bardziej przytulne. Więc wzięłam się do roboty.


2. Ja po prostu odkręciłam półki z gotowego zagłówka, ale można go też stworzyć "z niczego" np. z płyty pilśniowej. 


3. Potrzebne są: pianka tapicerska, watolina, taki specjalny nożyk (jak to się nazywa...?) i taśma (której absolutnie nie polecam).


4. Piankę trzeba dociąć do wymiarów zagłówka.


5. I przykleić taśmami:


7. Na to kładziemy watolinę:


8. Na watolinę przykleiłam materiał (i to nie był dobry pomysł).


9. Jak widać, wyszło okropnie - materiał jest za cienki, marszczy się, widać przez niego taśmę. Jednym słowem: efekt mizerny. 


10. Więc zakupiliśmy inny materiał (IKEA) - gruba bawełna nadrukowana w czarne "dalmatyńskie" plamki sprawdziła się znacznie lepiej. No i oczywiście zszywacz RULEZ. 


11. dokładnie 92 zszywki ;)


12. Koniec. Było już baaardzo późno, ale efekt wart wysiłku:-)


Może to dobry pomysł na wiosenną zmianę klimatu w sypialni? Warto spróbować:-) Wam też się uda! 
Pa!











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz