Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ikea. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 czerwca 2014

zaDOMowienie

Tak sobie myślę, że wprowadzanie się do nowego mieszkania jest jak początek związku - przez pierwsze kilka miesięcy analizujesz każde słowo i zastanawiasz nad każdym krokiem (oczywiście wtedy, kiedy akurat nie panikujesz, że on nie dzwoni), a przed randką przebierasz się sto razy itd. Z czasem jednak pojawia się poczucie pewności i, wraz z nim, przychodzi spokój.
Z naszym domem było dokładnie tak samo. Na początku setki analiz i egzystencjalnych pytań o płytki/fugi (uwielbiam fugi!)/podłogi, doprowadzanie do łez i ataków histerii pracowników marketów budowlanych oraz wieczne zmiany zdania i - co za tym idzie - wielokrotne wymiany czego-się-tylko-da), bieganie za każdym gościem ze szmatą i kupowanie hurtowych ilości dodatków po to tylko, żeby je za chwilę opchnąć na allegro.
I nagle przychodzi taki dzień, który przynosi ze sobą spokój. I zupełnie niespodziewanie człowiek się ZADOMAWIA. I zaczyna patrzeć na wszystkie niedociągnięcia i nieudane pomysły tak, jak patrzy się na wady ukochanej osoby. Nadal Cię wkurwiają, ale jakoś łatwiej z nimi żyć. No bo to w końcu miłość, nie?

 
Pa!

sobota, 19 października 2013

NARESZCIE ze spokojem patrzę na ścianę telewizorową czyli nowa szafka pod TV

Wiem wiem, to już jest nudne. Bo przecież ostatnio pisałam o ukrywaniu telewizora (tutaj), jeszcze wcześniej o tym, co kupić pod TV (tutaj),  a dzisiaj ZNOWU. No ale w ramach usprawiedliwienia powiem, że ten wpis jest pretekstem do pokazania wam (w następnym poście) mojego sobotniego porannego (!!!) DIY (uprzedzając pytania: tak, nawet takie beztalencie techniczne jak ja, od czasu do czasu pokusi się o samodzielne zrobienie CZEGOKOLWIEK).
Ale od początku. Dla przypomnienia - z bólem serca pokazuję, jak to wyglądało wcześniej. A wyglądało tak (nie zwracamy uwagi na czerwone strzałki):


W roli szafki pod TV występuje regał na ksiażkiz Ikea - sławetny Expedit. Szukałam bufetu/komody/sideboardu z lat 50., ale na allegro same odpady w niebotycznie wysokich cenach:( NAPRAWDĘ  nie ma w Polsce porządnych i dobrze zachowanych mebli z tego okresu w rozsądnych cenach, czy tylko ja mam takiego pecha?! No nic. Expedit okazał się dobrym rozwiązaniem - potrzebowałam czegoś dobrego do przechowywania (KOSZE!), czegoś co nie będzie ani całe białe ani w drewnie (w naszym pokoju-do-wszystkiego mamy już kilka rodzajów drewna i nie chciałam dodawać kolejnego) i czegoś o długości 150 cm i wysokości max. 80 cm. Expedit spełnił wszystkie te wymogi i wygląda tak:




  
Uchwyty na dole to  dzieło mych (nienawykłych do prac technicznych) rąk. Duma mnie rozpiera, gdyż mogę ogłosić, że jest to jedyne (póki co) moje tzw. Do It Yourself zakończone pełnym sukcesem (przez co rozumiem zarówno poprawne wykonanie tegoż dzieła jak również nie uszkodzenie niczego dookoła, co mi sie wielokrotnie zdarzało). 
W następnym poście (czym zastąpić to brzydkie słowo?) pokażę JAK TEGO DOKONAŁAM.
Pa!

piątek, 23 listopada 2012

Aż chce się wracać!

Czyli nowa świetna kampania Ikea:-)


Prawdziwy domator zapewne nie raz szukał wymówki, żeby już wracać do domu. Ja mam na swoim koncie rasowe ściemy, klasyki - można by rzec - takie jak: nie wyłączyłam żelazka, chce mi się spać, boli mnie brzuch/głowa/noga, mam dużo pracy/gości/wymianę rur itd. I z błogim spokojem zostawałam w domu, zakładałam ulubiony dres, robiłam sobie kawę/drinka i z sadystyczną wręcz rozkoszą myślałam o tych wszystkich nieszczęśnikach, którzy muszą się męczyć w tych klubach z dziwną muzyką i zatłoczonych knajpach. A ja tymczasem sobie siedzę zrelaksowana w swoim DOMU, pod ulubioną kołdrą i mam ich wszystkich w głębokiej pogardzie hehehehehe!!! (złowrogi śmiech jak w bajkach).
Kiedyś gdzieś przeczytałam o nowym społecznym trendzie (teraz już chyba nie jest taki nowy), w którym chodzi mniej więcej o to, że ludzie zaszywają się w swoich domach i do tych domów przenoszą wszystkie życiowe aktywności. Mówiąc prosto - nie wychodząc z domu: pracują, kupują, spotykają się z przyjaciółmi, oglądają filmy, ćwiczą etc.
Trend zwie się COCOONING (od ang. cocoon, czyli kokon). Chodzi o to, że skoro DOM daje Ci poczucie bezpieczeństwa, skoro czujesz się w nim dobrze - to po co go opuszczać? Budujesz sobie zatem taki bezpieczny kokon, który chroni Cię przed światem zewnętrznym.
Dziwne? Może trochę, ale z drugiej strony...
Denerwują Cię ludzie, którzy przychodzą do kina z torbami popcornu i litrową colą, szeleszczą, gadają, komentują, siorbią? To po co chodzisz do kina, skoro możesz obejrzeć film w domu, siedząc na swojej wygodnej kanapie w rozciągniętym dresie i skarpetkach nie do pary, pijąc herbatę z ulubionego kubka? Stresują Cię wielkie centra handlowe, w których ludzie z obłędem w oczach biegają po zatłoczonych sklepach? Przecież możesz kupić wszystko nie wychylając nosa z domu. Denerwują Cię restauracje, w których kelner robi Ci łaskę, że do Ciebie podchodzi a jedzenie jest niedobre i cholernie drogie? Nic prostrzego, niż zaprosić znajomych (a czasami i nieznajomych) do najmniejszej restauracji świata, jaką jest Twój dom. Praca? Po co się męczyć z tłumem ludzi na tak zwanym ołpenspejsie i wysłuchiwać setki rozmów telefonicznych w tym samym czasie skoro możesz pracować we własnym łóżku, nie wychodząc z domu?
Oczywiście cocooning może przybierać bardzo skrajne formy (typu ŚWIAT JEST ZŁY DLATEGO NIGDY JUŻ NIE WYJDĘ Z DOMU), ale prawdziwemu domatorowi (takiemu jak autorka niniejszej niezgrabnej, bo pisanej na kolanie notki) aż ślinka cieknie na samą myśl.

Nie wychodzić z domu
 
To jak melodia dla moich uszu... 
A jakie wymówki Wy stosujecie żeby zostać w domu?
Pa!

niedziela, 5 lutego 2012

DLA PRZYJACIÓŁ: Pop Art

Kiedy w końcu wprowadzamy się do nowego mieszkania, powstaje dylemat jak urządzić je szybko (każdy, kto czekał 6 tygodni na kanapę wie o czym mówię), tanio (kto by pomyślał, że to wszystko jest takie drogie?!) i ciekawie (mieszkaniom wyglądającym jak katalog meblowy mówimy zdecydowane nie). Dzisiaj widziałam wymarzone M naszych przyjaciół . Nowoczesna, biała kuchnia. Salon, w którym  brakuje jeszcze mebli, materac na podłodze i piękny 45-metrowy ogród (ZAZDROSZCZĘ!!!). Dopiero teraz zaczyna się zabawa.
Kiedy zobaczyłam to mieszkanie od razu przyszło mi do głowy jedno: POP ART. Na początek wystarczy kilka BARDZO NIEDROGICH elementów, żeby wnętrze nabrało charakteru. 
Zaczynamy:

Do białej, minimalistycznej kuchni brakuje jeszcze ciemnego blatu i lodówki. Obstawiałabym czarną. 
Na ścianę powiesiłabym nowoczesną, wyrazistą grafikę. Ot chociażby tą:
Ikea 199,99zł

 Do tego czarne dodatki. Dzięki nim uzyskamy efekt xero. Bardzo popartowski!

Czas na salon. Gospodarze planują zakup dość drogiej sofy. A może odłożyć na razie tak poważny zakup i w cenie POŁOWY sofy urządzić od razu cały salon?


wszystko IKEA:

obraz (KONIECZNIE NAD KANAPĘ): 39,99 zł
sofa: 349,99 zł
stolik: 39,99 zł
lampa podłogowa: 199, 99 zł
dywan: 39,99 zł
poduszka: 39,99 zł

SUMA (z obrazem do kuchni): 909,93 zł
Co Wy na to moi drodzy?