Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło Tobias. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło Tobias. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

czyżby wiosna?

Jutro od rana sadzę kwiaty na balkonie. W moich, jakże ambitnych, planach weekendowych mam również zakup leżaka na balkon. A jak już będę go miała, to wezmę ze sobą butelkę wina, zawinę się w koc i będę prowokacyjnie podglądać sąsiadów z naprzeciwka, którzy bezczelnie łażą po balkonach w samych gaciach. I NIESTETY są to głównie panowie po sześćdziesiątce. Mam nadzieję, że da im to do myślenia.
Póki co, wykończona tym tygodniem, oglądam ambitne kino moralnego niepokoju, czyli "Wielkie wesela amerykańskich Romów". Jeśli uważacie, że nic Was już w życiu nie zdziwi, ten program jest zdecydowanie dla Was.
I, tradycyjnie, obrazek mało związany z treścią posta. Voila:



Pa!

piątek, 24 stycznia 2014

urządzeniowe wariactwo i duchy

Minęło dokładnie 14 (słownie: czternaście) miesięcy, odkąd mieszkamy w naszym oszamiałającym swymi rozmiarami M-2. W tym czasie: trzy razy zmieniałam zasłony, dwa razy dywan, trzy razy stolik kawowy i dwa razy szafkę pod TV. Kupiłam sporo bibelotów by już następnego dnia je zwrócić (lub sprzedać), bo w ciągu doby koncepcja urządzania mieszkania zmieniła się o 180 stopni. Ustawiałam meble w jednym miejscu tylko po to, żeby po godzinie przenieść je w inne. Byłam zafascynowana kolejno stylem: skandynawskim, boho, industrialnym i teatralnym. Przemalowałam białą ścianę na ciemny turkus (mimo głośnego sprzeciwu wszystkich siedmiu osób stojących za mną w kolejce w Leroy Merlin) i powiesiłam na niej białe lustro tylko po to, żeby finalnie przemalować je na złoto. 

Decyzje podejmowałam (jak widać) szybko i odważnie. Żeby nie było, że jestem aż taką wariatką powiem, że mimo tego całego urządzeniowego chaosu niezmiennie pozostaję wierna Pe. i miłości do butów.  

No ale nie o tym miało być. Miało być o nowych krzesłach. Jak się można domyślać z powyższego fragmentu, szukałam ich baaaaaaaardzo długo i naprawdę WSZĘDZIE. Przegoniłam Pe. przez całą Warszawę, żeby obejrzeć krzesła, w których szybko sie zakochałam i jeszcze szybciej odkochałam. Polowałam na allegro, szukałam w sklepach internetowych, a nawet (olaboga!) stacjonarnych sklepach z dizajnerskimi meblami (najtańsze krzesło kosztowało tam średnio 1000 zł za SZTUKĘ). Najpierw chciałam białe plastikowe, najchętniej DSW Eamesów. No ale, po pierwsze: na oryginał nie było mnie stać (1400 zł za sztukę) a  po drugie: jestem przeciwko kupowaniu podróbek, więc pomysł ten zarzuciłam. Sprawę ułatwił fakt, że są one już dosłownie wszędzie. Potem miały być: Side Chair by Bertoia (700 $), metalowe loftowe Tolixy (patrz punkt pierwszy i drugi) i  krzesła vintage w komplecie - cztery takie same (akurat jak na złość przez rok nie znalazłam nic ciekawego). Na końcu stwierdziłam, że jednak każde będzie w innym stylu, ale ten pomysł też zarzuciłam. Zmieniałam koncepcję jak rękawiczki (które zgubiłam w zeszłym roku i teraz marzną mi ręce), by w końcu, podczas spontanicznej wizyty w IKEA, w ciągu dwóch minut kupić te. Także tak. 
P.S. Jeśli czyta mnie jakiś psychiatra, niech da znać. Może jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja. 



Pa!