Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias chair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tobias chair. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

czyżby wiosna?

Jutro od rana sadzę kwiaty na balkonie. W moich, jakże ambitnych, planach weekendowych mam również zakup leżaka na balkon. A jak już będę go miała, to wezmę ze sobą butelkę wina, zawinę się w koc i będę prowokacyjnie podglądać sąsiadów z naprzeciwka, którzy bezczelnie łażą po balkonach w samych gaciach. I NIESTETY są to głównie panowie po sześćdziesiątce. Mam nadzieję, że da im to do myślenia.
Póki co, wykończona tym tygodniem, oglądam ambitne kino moralnego niepokoju, czyli "Wielkie wesela amerykańskich Romów". Jeśli uważacie, że nic Was już w życiu nie zdziwi, ten program jest zdecydowanie dla Was.
I, tradycyjnie, obrazek mało związany z treścią posta. Voila:



Pa!

wtorek, 18 lutego 2014

jadalnia w dziwnym stylu

Od kilku dni mamy skórę na podłodze. Przyznaję, że na początku jej los był raczej niepewny, patrzyłam na nią podejrzliwie, nie do końca wiedząc, co myśleć.
No ale, ponieważ myślenie nie jest ostatnio moją mocną stroną, została.


Przy okazji zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi z tym definiowaniem stylu. Bo przecież w tych wszystkich wnętrzarskich portalach mamy do wyboru mnóstwo kategorii: styl skandynawski, industrialny, rystykalny, boho, kolonialny itd, itp. Jest jeszcze styl eklektyczny, czyli mieszanina tego wszystkiego.  Z jednej strony, ułatwia nam to sprawę, bo pozwala to wszystko skatalogować. Ale z drugiej.... czy nie zamyka nas na nowe odkrycia? Czy przez to nie za bardzo trzymamy się jasno zdefiniowanego, konkretnego stylu tworząc w ten sposób sztuczne mieszkaniowe klony? Wystarczy spojrzeć na hity blogosfery ostatnich miesięcy: dywan z Ikea w ciało-czarne paski, białe krzesła Eamsów, szare kanapy, owcze skóry na krzesłach... Wszędzie to samo.

A może powinniśmy sie odważyć i wymyślić coś innego? Zapoczątkować nowy trend? I wreszcie, na pytanie: "W jakim stylu jest Wasze mieszkanie?" odpowiedzieć: "W NASZYM stylu."

A mój nowy nabytek wygląda tak:





Pa!

piątek, 24 stycznia 2014

urządzeniowe wariactwo i duchy

Minęło dokładnie 14 (słownie: czternaście) miesięcy, odkąd mieszkamy w naszym oszamiałającym swymi rozmiarami M-2. W tym czasie: trzy razy zmieniałam zasłony, dwa razy dywan, trzy razy stolik kawowy i dwa razy szafkę pod TV. Kupiłam sporo bibelotów by już następnego dnia je zwrócić (lub sprzedać), bo w ciągu doby koncepcja urządzania mieszkania zmieniła się o 180 stopni. Ustawiałam meble w jednym miejscu tylko po to, żeby po godzinie przenieść je w inne. Byłam zafascynowana kolejno stylem: skandynawskim, boho, industrialnym i teatralnym. Przemalowałam białą ścianę na ciemny turkus (mimo głośnego sprzeciwu wszystkich siedmiu osób stojących za mną w kolejce w Leroy Merlin) i powiesiłam na niej białe lustro tylko po to, żeby finalnie przemalować je na złoto. 

Decyzje podejmowałam (jak widać) szybko i odważnie. Żeby nie było, że jestem aż taką wariatką powiem, że mimo tego całego urządzeniowego chaosu niezmiennie pozostaję wierna Pe. i miłości do butów.  

No ale nie o tym miało być. Miało być o nowych krzesłach. Jak się można domyślać z powyższego fragmentu, szukałam ich baaaaaaaardzo długo i naprawdę WSZĘDZIE. Przegoniłam Pe. przez całą Warszawę, żeby obejrzeć krzesła, w których szybko sie zakochałam i jeszcze szybciej odkochałam. Polowałam na allegro, szukałam w sklepach internetowych, a nawet (olaboga!) stacjonarnych sklepach z dizajnerskimi meblami (najtańsze krzesło kosztowało tam średnio 1000 zł za SZTUKĘ). Najpierw chciałam białe plastikowe, najchętniej DSW Eamesów. No ale, po pierwsze: na oryginał nie było mnie stać (1400 zł za sztukę) a  po drugie: jestem przeciwko kupowaniu podróbek, więc pomysł ten zarzuciłam. Sprawę ułatwił fakt, że są one już dosłownie wszędzie. Potem miały być: Side Chair by Bertoia (700 $), metalowe loftowe Tolixy (patrz punkt pierwszy i drugi) i  krzesła vintage w komplecie - cztery takie same (akurat jak na złość przez rok nie znalazłam nic ciekawego). Na końcu stwierdziłam, że jednak każde będzie w innym stylu, ale ten pomysł też zarzuciłam. Zmieniałam koncepcję jak rękawiczki (które zgubiłam w zeszłym roku i teraz marzną mi ręce), by w końcu, podczas spontanicznej wizyty w IKEA, w ciągu dwóch minut kupić te. Także tak. 
P.S. Jeśli czyta mnie jakiś psychiatra, niech da znać. Może jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja. 



Pa!

czwartek, 2 stycznia 2014

NIESPODZIEWANE zauroczenie

Mijałam je chyba tysiąc razy. NIGDY na nie nawet nie spojrzałam. Aż do wczoraj. Ikeowskie krzesło TOBIAS, bo o nim mowa, to moje najnowsze zauroczenie. Bezpretensjonalne, lekkie (a więc idealne do niewielkich wnętrz), co prawda troszkę nowoczesne (co w moich ustach nie jest komplementem), ale z dizajnerskim zacięciem i w loftowym stylu. Rozsądny cenowo odpowiednik oryginalnych Ghostów Philippe Starcka (podrób nie kupujemy!).










wszystkie zdjęcia: Pinterest.com
 
Pa!